Dlaczego, gdy zajdę w ciążę to nie zdecyduję się na cięcie cesarskie?

Temat cesarskiego cięcia nadal wzbudza wiele kontrowersji. W sumie nim sama doświadczyłam takiego porodu, podchodziłam sceptycznie do całej sytuacji, przerażało mnie cięcie cesarskie. Nie byłam zwolenniczką cesarskiego cięcia na życzenie. W końcu jest to operacja, która może nieść za sobą różne powikłania. Gdy jednak chodziło o bezpieczeństwo i życie malutkiej to nie zastanawiałam się ani chwili. 

Gdy w 27 tygodniu ciąży dowiedziałam się, że mam cukrzycę ciążową na początku bardzo się przestraszyłam, ale moja cudowna Pani Ginekolog uspokoiła mnie, gdyż moje dzieciątko rozwijało się dobrze, miało odpowiednie rozmiary i moje wyniki badań były w porządku. Od koleżanek słyszałam, że przy cukrzycy ciążowej zalecają przeprowadzenie cesarskiego cięcia w 38 tygodniu ciąży, ponieważ dzieci matek cukrzycowych często rodzą się z dużą masą urodzeniową. Pomyślałam sobie, że mnie to nie dotyczy, bo moja ciąża rozwijała się prawidłowo. Oliwka należała do tych mniejszych dzieciątek, ledwo przed samym porodem osiągała 3000 g wagi według badania USG. Dlatego właśnie moja Pani Ginekolog nie widziałam uzasadnienia, by skierować mnie na cesarskie cięcie. 

Dlaczego, gdy zajdę w ciążę to nie zdecyduję się na cięcie cesarskie?

W dniu, gdy miałam termin porodu, w 40 tygodniu dostałam lekkich skurczy i pojechaliśmy z mężem do szpitala. Była 22 w nocy więc zostawili mnie na badania, a męża odesłali do domu. Następnego dnia, lekarz stwierdził, że mój poród z racji cukrzycy powinien zostać przerwany w 38 tygodniu i dlatego podjęli decyzję o rozpoczęciu procesu wywoływania porodu. Zaczęło się od założenia cewnika foleya, który niestety nie przyniósł pożądanych efektów. Mimo mojego ciągłego chodzenia po korytarzach szpitala nie rozpoczęła się akcja porodowa. Małej było dobrze w brzuszku. Następnego dnia dostałam skierowanie na porodówkę i tam zostałam podłączona pod oxytocynę, która zaczęła wywoływać skurcze. Mimo to po 7 godzinach ciężkich skurczy, nafaszerowana lekami i bólami krzyżowymi, lekarz nie stwierdził postępu porodu. Z powodu utraty tętna przez małą zostałam przewieziona w szybkim tempie na cesarskie cięcie. Wszystko zakończyło się wtedy ekspresowo i szczęśliwie. Oliwka dostała 10 punktów i już po kilku godzinach spędzonych na sali pooperacyjnej mogłam cieszyć się moją córeczką. Na szczęście cesarka została w porę przeprowadzona, a u mnie obyło się bez jakichkolwiek powikłań. Blizna pozostała, ale zagoiła się na tyle super, że nie jest szczególnie widoczna. 

Trochę źle wspominam cały przebieg mojego porodu, może był wywoływany zbyt szybko? Może lekarze powinni posłuchać głosu natury, a nie wywoływać na siłę, przecież niektóre ciąże trwają do 42 tygodnia. Opiekę w szpitalu miałam świetną, Panie dbały o mnie i były na każde zawołanie, pomagały przy dzieciątku, uczyły pierwszych czynności, więc sam pobyt wspominam dobrze. Mimo wszystko przy kolejnej ciąży od razu zdecyduję się na cesarskie cięcie z powodu pierwszego ciężkiego porodu.

Zostaw komentarz